Culture

Wizyta na Wyspach Karaibskich to niewątpliwie multisensoryczne przeżycie. Gorąca, wilgotna atmosfera przesiąknięta jest tropikalnymi zapachami, miejscowe przysmaki czarują podniebienie, znakomity rum dodaje animuszu, a ucho pieszczą hipnotyzujące rytmy reggae, calypso, reggaetonu, salsy czy wreszcie tzw. steel pan music – intrygującej formy muzyki wywodzącej się z Trynidadu i Tobago.

Taka właśnie forma ekspresji artystycznej jest na Wyspach niezwykle popularna, a Tobago to jeden z jej głównych ośrodków. Typową karaibską „steel drums’ band” – orkiestrę stalowych bębnów – usłyszeć można niemal wszędzie, a co jakiś czas odbywają się tzw. panyards, czyli spotkania lokalnych grup, których członkowie ćwiczą grę na tych niezwykłych instrumentach. Artyści grają swojskie motywy na przemian z zaadaptowanymi światowymi klasykami. Bębny, rzecz ciekawa, na ogół wykonane są z połówek starych, lecz należycie oporządzonych stalowych beczek różnej wielkości. Dno instrumentu pokryte jest wgłębieniami, które umożliwiają zróżnicowanie tonu. Muzyk, chcąc wydobyć dźwięki o różnej wysokości, uderza młoteczkami w rozmaite punkty tych wklęsłości, ukazując przemiłą dla ucha próbkę tradycyjnej karaibskiej muzyki.

 


A tutaj ciekawa adaptacja piosenki Jasona Mraza wykonana na stalowych bębnach:
https://www.youtube.com/watch?v=3zIQTDfS4Hk

Aleksandra Dela
Zespół Coco Caribe ©

Kwiecień to miesiąc obfitujący w wiele wydarzeń kulturalnych na całym obszarze karaibskim. Trynidad i Tobago przeistacza się teraz w centrum literatury i środowisko pisarzy w związku z organizowanym corocznym festiwalem i ceremonią przyznania nagród dla autorów wyróżniających się dzieł. Organizacja NGC Bocas Lit Fest przyznaje najbardziej prestiżową nagrodę festiwalu  w trzech kategoriach: poezji, fikcji i literaturze faktu napisanych po angielsku przez autora narodowości karaibskiej i wydanych w 2013 roku.

Całe wydarzenie jest świetną okazją dla młodych zdolnych, którzy dopiero wkraczają w świat literatów – to do nich skierowane są pozostałe nagrody i wyróżnienia mające dać szansę na dobry start i promocję.

Ciekawym elementem festiwalu jest interakcja pisarzy z czytelnikami, to właśnie my, czytelnicy jesteśmy siłą napędową, więc rozmowy z ulubionymi autorami, wolne pytania i dyskusje zdają się być naturalnym elementem w tej ciekawej relacji. Organizatorzy są świadomi potrzeb kontaktu z mistrzami słowa pisanego, dlatego żywa promocja książki jest istotnym punktem programu.

Pięć dni, dziesiątki pisarzy, setki czytelników i miliony słów – Trynidad i Tobago wie jak dbać o intelektualny rozwój i promocję regionu karaibskiego!

Aleksandra Sikora
Zespół Coco Caribe ©

guantanameraReżyseria: Tomás Gutiérrez Alea i Juan Carlos Tabío.

Już pierwsze minuty filmu Guantanamera (1995) przenoszą widza w fascynujący kubański świat, gdzie pozytywna muzyka (guajira-son) wywołuje na ustach uśmiech, kobiety są pełne temperamentu, mężczyźni starają się utrzymywać silną pozycję, a słoneczny żar z nieporadną czułością otula codzienne życie mieszkańców tego kraju. „Kobieta z Guantánamo” (z hiszp.: Guantanamera) z pewnością nie zawiedzie nikogo, kto liczy na obraz intensywnych relacji międzyludzkich oraz wszechobecnej improwizacji.

Guantanamera rewelacyjnie przedstawia rzeczywistość codziennego życia lat 90. na Kubie. Główni bohaterowie filmu przemierzają samochodem całą wyspę, w celu przetransportowania ciała nieboszczki, z leżącego na południu kraju miasta Guantánamo do stolicy La Havana. Podróż pozwala widzowi przekrojowo zapoznać się z kubańską infrastrukturą, architekturą oraz panującą tam wówczas modą. Podczas pełnej emocji podróży, widz jest także świadkiem wielu abstrakcyjnych sytuacji, które porównać można do rzeczywistości rodem z okresu PRL-u. Rozgrywająca się w czasie całej wyprawy komedio-tragedia, obrazuje realia funkcjonowania w świecie kontrabandy, kluczowego znaczenia stosunków międzyludzkich oraz nieobecności nowoczesnej technologii. Film może wywołać nostalgię szczególnie u tych widzów, którzy kiedykolwiek przeszli hiszpańską trasę Camino de Santiago – w filmie przedstawiane są bowiem, tak jak w rzeczywistości pielgrzymujących, kolejne etapy podróży “od do” oraz trudności i nieprzewidziane sytuacje jakie można spotkać na swej drodze. Ponadto, pojawiający się na trasie ludzie otwierają bohaterom oczy na różne sprawy, a dotarcie do celu jest jednocześnie momentem zrozumienia, że już nic nie będzie takie, jak dawniej.

Film polecam szczególnie tym, którzy nie wiedzą, bądź już zapomnieli, jak to jest żyć bez luksusów, wszechobecnej klimatyzacji, produktów żywnościowych z całego świata czy jakiegokolwiek systemu działającego zgodnie z planem. Bardzo odważna produkcja, jak na warunki kubańskiego reżimu, Guantanamera może pomóc niejednemu z nas ponownie docenić to co mamy, redefiniować to, do czego dążymy czy też to, co w życiu uważamy za istotne.

 Monika Charytonowicz
Zespół Coco Caribe ©

 P1100162

Komu na sam dźwięk słowa „Karaiby” nie stają przed oczami smukłe palmy, domy o kolorowych fasadach i radosna muzyka? Taka jest w istocie karaibska kultura, w tym również kuchnia tego regionu. Za sprawą historycznych uwarunkowań odnaleźć w niej można wpływy z całego świata. Ta różnorodność wynika poniekąd z kilku tradycji kolonialnych – wystarczy zestawić ze sobą zwyczaje angielskie, francuskie i hiszpańskie. Oprócz wyraźnych akcentów europejskich (chociażby locrio, odmiana paelli w Republice Dominikańskiej), kuchnię karaibską definiują akcenty indiańskie, afrykańskie a nawet chińskie czy indyjskie (jak placki chapali z Trynidadu, faszerowane mięsem, owocami morza lub warzywami z curry). Z jednej strony jak najbardziej można mówić ogólnie o kuchni Karaibów, z drugiej – każda pojedyncza wysepka smakuje trochę inaczej i jej kuchnia nosi właściwe tylko sobie cechy. Nie można zapominać o wkładzie ludności tubylczej: Arawakowie wymyślili grill, zaś Karaibowie byli kanibalami, choć oczywiście w dzisiejszej kuchni karaibskiej nie ma już ludzkiego mięsa ; )

Kuchnia karaibska pełna jest przedziwnych dla europejskiego ucha nazw: chlebowiec, pochrzyn, taro, kasawa, flaszowiec miękkociernisty (lub łuskowaty), passiflora, tamaryndowiec indyjski – wszystko to są nazwy owoców i warzyw dostępnych u każdego sprzedawcy na targowisku, jak jabłka w polskim spożywczaku. Co ciekawe, owoce (ananas, banan, cytryna, papaja, mango) często zestawiane są z mięsem, i to w najmniej spodziewanych kombinacjach (np. banan z bekonem). Dzięki temu karaibska paleta barw obecna jest również na talerzu.

Nie brakuje również świeżych ryb, owoców morza (uważanych wciąż jednak za jedzenie dla zamożnych), drobiu podawanego często w towarzystwie mleczka kokosowego, czerwonego mięsa, ryżu z fasolą i smażonych bananów. Jedną z ważniejszych ról odgrywa tu bez wątpienia kokos, który zasłużył sobie na miano podstawy lokalnej kuchni już w XV wieku.

IMG_5248

Typowe karaibskie potrawy to: accras (rozdrobniona i smażona w głębokim oleju ryba), bluff (gulasz z ryby lub skorupiaków duszonych w winie i bulionie), lambi (sałatka ze stożków przyprawiona sokiem z limonki), crabes farcis (faszerowane kraby lądowe), colombo (korzenny gulasz z kurczaka lub koziego mięsa z kolendrą, kminkiem, gorczycą, imbirem i pieprzem), acras de morue (pikantne smażone frytki z mięsa dorsza na Antylach Francuskich), zupa rybna, christophene (tropikalna dynia). Na koniec posiłku klient zostanie poczęstowany w restauracji porcją digestif czyli lokalnego alkoholu.

Dla wielu alkohol i używki to główny towar eksportowy Karaibów. Już w latach 60-tych pisał V.S. Naipaul, że browar na Karaibach to oznaka postępu i  obietnica nowoczesności, a lokalne piwo jest źródłem wielkiej lokalnej dumy: Red Stripe na Jamajce, Parbo w Surinamie, Carib na Trynidadzie, Banks w Gujanie Brytyjskiej (V.S. Naipaul, „Podróż karaibska”, str. 168). Wizytówką o jeszcze większej sławie jest rum, wytwarzany tu od XVII wieku, kiedy plantatorzy trzciny cukrowej wydestylowali alkohol z melasy. Najlepszy rum pochodzi ponoć z Barbadosu, Jamajki, Gwadelupy i Martyniki. Oryginalnie zawartość alkoholu przekracza w nim 80% i dopiero przed rozlaniem do butelek jest rozcieńczany, by spełnić unijne normy. Tutejsi piją go bez dodatków, choć turyści uwielbiają wszelakie drinki na bazie rumu: Piña Colada, Cuba Libre, czy Daiquiri. Trzeba uważać przy nakładaniu na talerz sałatki owocowej – z dużym prawdopodobieństwem będzie ona zaprawiona rumem i winem musującym.

Z miejscowości Curaçao na Antylach Holenderskich pochodzi słynny likier o tej samej nazwie produkowany z suszonej na słońcu skórki małych pomarańcz. Z kolei w gospodarce Republiki Dominikańskiej ogromne znaczenie ma eksport cygar. Kraj ten wyprzedza pod tym względem Honduras i Kubę, eksportując do USA 140 milionów ręcznie zwijanych cygar rocznie.

Drinki na bazie rumu idą najlepiej w parze z cukrem trzcinowym, uprawianym dziś na Barbados, Jamajce i w Trynidadzie. Sprowadzony na tę półkulę najpierw eksperymentalnie, przez Krzysztofa Kolumba, a następnie przez holenderskich plantatorów z Brazylii w XVII wieku, zyskał na znaczeniu dzięki panującej akurat w Europie modzie na picie czekolady i kawy. Trzcina nie wytrzymała jednak konkurencji ze strony buraka cukrowego, którego uprawa była prostsza i wspierana przez Francuzów. Dzisiejsze plantacje są więc jedynie namiastką tych dawnych, przynajmniej jeżeli chodzi o powierzchnię.

Poniżej kilka przykładów, jak różnią się między sobą kuchnie poszczególnych karaibskich wysp:

Na Gwadelupie i Martynice szczególnie wyraźnie rozwinęła się kuchnia kreolska. Prosta, pożywna i zdominowana przez potrawy jednogarnkowe, łączy elementy francuskie i afrykańskie z karaibskimi składnikami.

 Antyle Holenderskie : tradycyjne potrawy to erwtensoep (grochówka z wkładką mięsną), bami (makaron z warzywami i mięsem), saté (mięso z rożna w sosie orzechowym) czy kabritu (duszona koźlina). Bardziej oryginalnym daniem będzie yuana (duszona iguana) i sopi yuana (zupa z iguany).

 Grenada: nie bez przyczyny zwana Spice Island, słynie z uprawy gałki muszkatołowej (drugie miejsce na globalnej liście producentów), imbiru, cynamonu, goździków. Według pewnej legendy pewien lekarz doprawił kiedyś rum startą gałką muszkatołową. Ponieważ napój zasmakował pacjentom, rozpowszechniło się wraz z nim stosowanie samej przyprawy. Dziś w lokalnych restauracjach, obok pieprzu i soli, stoi zawsze również miseczka ze startą gałką muszkatołową. Tam, gdzie uprawia się przyprawy, pije się również wino pieprzowe, czyli doprawione m.in. pieprzem.

Narodowa potrawa oil-down nawiązuje nazwą do zasady, że pod koniec jej gotowania olej  mleka kokosowego ma pozostać na dnie garnka. Na górze są natomiast owoce drzewa chlebowego, taro, cebula, marchewka, seler i solone mięso.

 Jamajka: odnajdziemy  tu elementy kultury czarnych niewolników z Afryki. Według przekazów, najsłynniejszą lokalną potrawę jerk chicken wymyślili XVII-wieczni zbiegli niewolnicy, którzy aby przeżyć, polowali w lasach na dziki, marynowali ich mięso w aromatycznej korzennej zalewie o konserwujących właściwościach, a następnie gotowali je w zagłębieniach ziemnych. W dzisiejszych czasach, jak sama nazwa wskazuje, danie powstaje z drobiu (ewentualnie wieprzowiny) i jest opiekane na wolnym ogniu, na ruszcie węglowym z użyciem drewna korzennika lekarskiego. Do marynaty dodaje się pieprz, cynamon, ziele angielskie i gałkę muszkatołową. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż sosy jako dodatek do mięs, to niezwykle ważny element karaibskiej kuchni. Już setki lat temu Indianie przygotowywali marynaty na bazie papryczek chili.

Kuba: na kubańskim stole lądują często faszerowane kraby i inne owoce morza, smażone banany, fasola, bataty, maniok, czy pieczone prosię. Wołowina uchodzi za pożywienie biednych – i co ciekawe, a wręcz szokujące – każdy ubój jest ewidencjonowany, a niezgłoszenie go grozi pozbawieniem wolności. Ważną rolę odgrywa również ryż, co ma korzenie w XIX wieku, kiedy przywieźli go tu ze sobą robotnicy z Chin i Indii.

Kubańczycy, podobnie jak pozostałe narody Karaibów, lubią niespiesznie celebrować posiłki, które są ważnym elementem ich kultury, a w gotowaniu nierzadko udział bierze cała rodzina. Z drugiej strony jednak dużą popularnością cieszy się jedzenie uliczne, zwłaszcza owoce morza i ryby czy grillowane mięso. Swoimi prawami rządzi się również kuchnia karnawałowa, jednak to już jest temat na cały oddzielny artykuł…

Karolina Bardecka
Zespół Coco Caribe ©

 Źródła:
1.  „Karaiby”, National Geographic, wydanie 2.

2. V.S. Naipaul, „Podróż karaibska”, wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2005.

3. R. Grant, „Taste of the Caribbean”, 2010.

4. “Podróże kulinarne. Kuchnia karaibska”, wyd. New Media Concept, 2008

Jamaica no problem! Yah Man!

IMG_5921P1100162DSC02190IMG_6073

For our Spring Break, we ended up in Jamaica, and to be more specific in Negril, which is an oasis of calm at the western coast of the Caribbean. A mecca of Reggae, slow pace lifestyle, a spot where the hippies used to hang out in the 70s. Nowadays, it has become a more and more developing touristic area.

After having survived inconveniences of the transfer in Miami and customs clearance, having bought a visa resembling rather bribery of customs officers in a small airport room, we could finally feel and breathe Jamaican air, mainly filled with the smoke of marihuana, which is illegal on the island. However, only tourists might be arrested for using it, whereas for the locals marihuana is an indispensible element of daily rituals, from the sunrise to the beautiful sunset, just as a morning coffee or an evening herbal infusion. Certainly, there are no penalties for applying them, whatsoever. The very first question after our arrival concerned a drug supply, and there is no doubt that every single Jamaican would be pleased to make our wish come true but I can’t remember asking for it! The locals didn’t give up on insisting, though.

Negril is situated close to the 7 mile beach, a long white Long Bay beach, which is considered to be crowded and touristic. Although we skipped the peak season, the crowd consisted mainly of Jamaicans who monopolized the beach. The sell department could learn a lot from them, strategies and techniques of persuasion, just to name a few skills.

A typical example of their monologues: Italiano? No? Where are you from? Holland? Oh, Poland! What’s your name? I’m a farmer, I have my plantation back in the mountains, best staff, best quality, Jamaica no problem! Yah Man! No problem! Do you have a cigarette?

Jamaica’s landscape resembles stereotypical ideas of Africa – huts with thatched roofs, crowds staying in the streets up late, goats on the roads, palm trees,  scorcher for 350 days a year with a break for rains, great sun, amazing moon, fruits in abundance, etc.

IMG_5243IMG_5207 IMG_5192IMG_5202

On the beach, Jamaicans were showing unceasing parent care by driving away all touts, but at the same time being a company for a tourist in their moments of relaxation; for example, by chatting up, persuading to something and eventually, by besieging. If someone was trying to find some peace, they could do it in 5-star hotels; however, we decided to take a more economical solution. Colours of the sea, hues of never withering flowers, mango trees growing around us, coconut palms, banana trees, aloes, bamboo alleys, seafood and fish, a reggae concert on the beach, amazing views, sensuous tastes and smells constituted a compensation to the touristic aspects of Negril. It didn’t take a long time to learn an expression in Patois – Why you bada bada me bout? (eng. Why are you bothering me?)

 The music preferences of young Jamaicans are also worth mentioning – the worst Reggaeton with addition of  DJ’s screaming and unsuccesful try of DJ’s mixing. Quiet night hours is an unknown term there…

Out of all the exquisite Jamaican dishes, it is worth trying the plentitude of local fish, for instance snapper or Jack fish in particular. Also, seafood such as shrimps, lobsters, conches in different variations: with curry, garlic, grilled, marinated, roasted, in coconut milk, or a goat in curry sauce. However, I didn’t have a chance to discover what was its taste as it consisted mainly of bones. In pubs and restaurants, it is common to be served a fish soup or a seafood soup to get warmed before the main course. Meat, fish or seafood is served in company of rice with beans,  local dumplings or bammies.

IMG_5248DSC02026

A meal may be crowned with a fresh fruit cocktail of mango, papaya, orange or just coconut water. Not to mention the jerk chicken which is a marinated chicken served with hot spices. It is a dish that can be consumed almost in any place in Jamaica – on the beach, from street vendors, at roundabouts, in villages and cities. Jerk chicken is usually prepared in huge cylindric containers on the beach or street. The smell of grilled smoked chicken  is the second one which dominates the island. Ackee, a national fruit of Jamaica, in combination with saltfish, is one of the most important dainties.

The coffee Blue Mountains is a divine drink, having its origins in these Jamaican mountains on the eastern coast, and brewed in an Italian coffee maker doubles its fantastic taste. The beer Red Stripes is a classic and important liquor, rums are such an obvious association that there is a very little need to mention them, as the cultivation of sugarcane on the islands is still one of the most essential elements of agriculture.

 IMG_6073 IMG_6057

During one of our excursions in Jamaica, in a distance of 4-5 hours east from Negril, we had a possibility to taste fantastically prepared fish in Little Ochie in Alligator Pond. Generally, it is the client who chooses a fresh Jamaican fish or seafood, and shows how much one would like to have, then decides about the seasoning and side dish.

The final step is to choose the boat in which they will wait for the order and consume. Unfortunately it takes quite a long time, but it’s absolutely worth waiting! A well-prepared and fresh lobster can be tasted in Pelican Bar, three hours east from Negril. In order to reach this legendary bar, it is necessary to sail on a small boat an approximate distance of 1 mile from the Parottee Beach, and there, in a thatched  hut, in the middle of the sea, away from the land,  some of the tourists,  inhabitants and  pub owners are playing domino, curving their names in the wood, drinking rum or a Red Stripe beer and bathing in the sea.  There are no such places that can’t be visited by a Pole, so the Polish flag couldn’t be missing in the middle of the Caribbean Sea.

IMG_5947IMG_5859

The final point of this story about this  picturesque and exotic island, though I could include more memories and impressions,  is one of the places out of a list of thousand that should be seen during the lifetime – the Rick’s Cafe. On the top of a very high cliff, close to Negril, a beautiful view of sunset spreads by the Caribbean Sea. At this time, daredevils jump into the water, some people sip Red Stripe, others cherish cocktails soaking legs in the pool, and the rest tastes local titbits in the restaurant.

Jamaica no problem!

 IMG_5304IMG_5319

Alexa De Coco
Coco Caribe ©

Suite Habana (Trailer)
Suite_HabanaA documentary movie „Suite Habana” from 2003 directed by Fernand Perezo is an extraordinary, animated calendar’s page out of Havana’s inhabitants’ life. The story is opened and closed by the view of the Havana’s lighthouse and John Lennon’s Park before the dawn and after the sunset. This work presents 24 hours of the Cuban capital city and one day of Havana’s residents, who are at the same time ordinary and exceptional.

The film characters’ age range – from a 10-year-old boy with Down Syndrome up to an old woman at the age of 97 years. Their various activities allow to get to know the particular cross section of Havana’s society and to watch a peculiar reportage to many Havaneses’ stories, a mini-narrative bordering a documentary and fiction, while Havana is just a set of untold stories. However, there are not stories based on dialogues or on interviews.

The director is painting a moving image interpenetrating with the music, the rhythm, sounds of the street, machines, people, voices, noise, various songs’ melodies, concerts and ballets. One won’t find the film a midpoint, plot twists, tension-building. On the contrary, there is a multitude of threads, and similarly to the Greek Tragedy, the unity of place, action and time is preserved. Or maybe the main plot is rather the daily life and what is hiding behind it – the other side of the mirror?

One of the major director’s assumptions was also the spontaneity in acting, as a result, the dialogues aren’t significant. It is music, rhythm and voices that are leading the dialog with inhabitants and spectators. Their role is to emphasize the images and complement the stories. Moreover, they create the background in the film and the urban symphony. The rhythm and the music in the film are a part of the city’s and inhabitants’ life. They just give a set pace to the daily routine – to life, work, rest and meals.

Each scene, that show simple everyday activities, is somehow cherished and one can consider that the film constitute a specific ode to Havana’s dailiness comparable to the Bruegel’s work „Landscape with the Fall of Icarus”. In the background of the painting, we can notice Icarus, who is sinking in the ocean abyss, and hasn’t achieved his hectic aims. It is in the foreground that we see people working hard, occupied with the tasks which they are given by the fate. By that means, the painter pays homage to ordinary people, who carry out their work in reliable an honest way, standing their fate for.

In the film, everything takes place during one day – from the dawn till the next sunshine. Time flows slowly in a rhythmic and a little melancholic way but the perception of time is quite different, especially to an European. When I was in Havana, the time seemed to be different, just like everything was to appear in an undefined moment. The insecurity about each minute and the lack of feeling that one is the master of his own destiny, result in the fact that characters do not chase the time but they undergo the pace of the city – breakfast in the morning, work, dinner, continuation of work, return, shower, communing with the art and nightshift work.

However, the film also shows the duality of Havana, a city full of contrasts and contradictions. On one side, Havana’s habitants’ everyday life and ordinary activities such as meals, working on a building site or on a conveyor belt, school, doctor’s work, garbage export, street mending; on the other, a doctor who is dreaming of an acting career and is working as a clown in the afternoons, a street mending laborer playing at the concerts in the evenings, an ordinary employee dressing up as a woman and performing live.

Moreover, at the end of the film, the dreams of each character are shown, but they aren’t uttered, they are rather presented in an area of thoughts — in the film, they appear in balloons as if the protagonists weren’t able to say them aloud. The second example of the duality of Havana is the contrast between a futuristic vision of the city, which fulfills a great deal of many postulates from Marinetti’s futuristic manifesto, where the whirr of machines, cars and of utensils, constant passerby traffic, the noise, industrial city, young characters and their future (the Cuban one perhaps called into question) reach the foreground, and the vision of a cordial image, that consists of nostalgia for the past, the beauty of architecture marked by their history and the photos of their relatives — a special family album. Furthermore, the family ties are emphasized, the parental care for children, and also children taking care of elder parents combined with giving oneself over the cultural pleasures, like various kind of music, performative arts and the unity in the communion of culture.

„Suite Habana” is a set of different frames of Havana for both the spectator point of view and characters’ perspective. The receiver has the freedom to conceive and interpret. The characters are relatively anonymous, only their age and names are given, and at the end, their dreams are revealed. The spectator is watching the characters as if he were on the street and as if he was following them, without asking any questions. By this means, the characters are a little bit absent and elusive.

John Lennon, standing in the Lennon’s Park, is observing everything. Havana is a city of many stories, somewhat incomplete, maybe incomprehensible, in which the music, rhythm, noise and a kind of a mystery interpenetrate with the ordinary dailiness and the prose of life. Or maybe the daily routine allows to partly forget about the lack of hope and the emptiness that one should fulfill somehow. Who was in Havana surely knows that the rhythm of this city is absolutely addictive and it constitutes an extraordinary spacio-temporal journey. Havana’s inhabitants are a bit like „Suite Habana”‚s characters, being active in their everyday life, functioning in their own rhythm, they simultaneously undergo the unusual pace of the city.

Alexa De Coco
Coco Caribe ©

"Annie John" Jamaica Kincaid Farrar, Straus and Giroux Paperbacks, source: http://us.macmillan.com/anniejohn/JamaicaKincaid

 Jamaica Kincaid’s “Annie John” is a story of a young Antiguan girl growing up against the backdrop of British colonialism, and as some critics suggest “in terms of genre, Annie John must be classified as a Bildungsroman, or novel of coming of age, of discovery of self,  which recounts the process of growing up and coming to terms with the world”.[1] This “coming of age” literary convention differs significantly among national literary traditions and literary periods. However, the genre is predominantly associated with the European literary tradition.  The critics  also infer that the traditional interpretation  of the Bildungsroman is that the main protagonist is male, white and European.  In this sense, “Annie John” is a revision of the Bildungsroman, because it is still a story that closely follows protagonist’s psychological and intellectual maturity and is anchored within European literary tradition, but Kincaid’s novel differs in terms of adding a new dimension: the main protagonist is female, black and living in a colonial country.

In her article, Anniken Telnes Iversen lists necessary qualities of the “standard” Bildungsroman. The novel must have a main character who is an individual, not a type;  there should be a retrospective narrative and a chronological plot that goes from childhood to adulthood; and there should be an ending in which a hero finds his place in society[3]. Furthermore, according to the author, a Bildungsroman traditionally describes two processes: “first, liberation, when the protagonist leaves home and has to get by completely on his or her own; second, there is an opposite process of reattachment as the hero discovers that there are other people who can fill the function of family and provide care, help, and mutual affection”[4].  Kincaid’s novel generally meets such ‘requirements’. The novel is narrated by Annie, a young Antiguan girl who seeks her identity as she grows up, the story is recounted in chronological way, and there is a moment of Annie’s “liberation” when she embarks on a lonely journey to England.  Nonetheless, Kincaid introduces certain significant alternations to the concept.

First of all, from the very beginning of the story, Annie has an ongoing support of a mother”[5]. She is not an independent heroine.  According to Annis Prattthe, a protagonist of a Bildungsroman must undergo “a process of alienation in order to achieve self-consciousness.”[6]  However, Annie’s quest for identity does not seem to be her conscious decision, quite the contrary, it is Annie’s mother who separates her emotionally and who, as we may assume, wants Annie to grow up.  Annie’s “breaking into harsh outside reality”[7] appears only at the end of the novel after she undergoes mental and physical change during her illness.  In this sense, Kincaid employs the traditional ‘quest motif’, but she changes it.

While examining Bildungsroman as a literary convention it is interesting to note that also in terms of structure “Annie John” revises the tradition. The novel opens with images of death instead of birth, and it finishes with an image of running away of the main protagonist. In the first chapter of the book, “Figures in the distance”, Annie as a ten-years-old girl becomes obsessed with death. On the one hand, her obsession arises from the fear of death: “I was afraid of death, as was everyone I knew. We were afraid of the dead because we never could tell when they might show up again”[8]. On the other hands it is simple curiosity of a child. However, the motif of death will be present throughout the entire novel.

The factor adding to seeing “Annie John” as a revision of the Bildungsroman tradition is also the fact that Annie John does not end affirmatively. According to Louis F. Caton in a “privileged European male literary model”[9], there is always “male quest motif”[10], thus a “female” Bildungsroman does not end in female character’s maturation “but in either her death or her marriage”.[11] In the final chapter Annie John sets off for a journey, but the readers are left with an open ending: “at noon on that day, a ship which I was to be a passenger would sail to Barbados, and there I would board another ship, which would sail to England, where I would study to become a nurse. [12] The tradition of a Bildungsroman presumes that “women are destined to find in the end that “they must accept humility, suffering, and disappointment”.[13] Annie, however, embarks on a journey, which, on one hand, opens new possibilities for her, but on the other hand, her life in England does not necessarily mean “absorption into a larger social body”[14] Taking into consideration Annie’s negative attitude towards institution of marriage, we may suppose that she will not succumb to the patriarchal model of English society. However, her future after the escape from the island remains unknown.

Some critics also suggest that Annie’s individual identity is somehow blurred and that “the demarcations of individual personality and personhood are unrecognizable.”[15]  At one point Annie refers to her mother as a „shadow that may never leave her”[16], and she states later that “I could not be sure when it was really my mother, and when it was really her shadow standing between me and the rest of the world”.[17] It is also true that Annie grows emotionally tied to her mother, for instance, the girl seems not to know where her body begins and her mother’s body ends. It is symbolized by Annie and her mother wearing dresses made from the same cloth. Initially, Annie’s identity is also intertwined with her mother’s re-telling of her own life story. Annie mentions that “From time to time, my mother would fix on a certain place in our house and give it a good cleaning. (…) When she did this with the trunk, it was a tremendous pleasure (…) as she held each thing in her hand she would tell me a story about myself. (…)  I knew exactly what she would say, for I had heard it many times before, but I never got tired of it”[20] It is not until the end of the novel when Annie seems to accept the idea that she is a separate person able to create her own identity. First of all, Annie decides to have her own trunk, which can be seen as a way of declaring her independence from her mother; secondly, she decides to leave home and set off to England. However, her decision to embark on a journey does not seem to be carefully-thought-of and Annie is not very confident about it, since it seems to be greatly motivated by her need to become independent from parents and “much talked about future”. Annie says that “The road for me now went in one direction: away from my home[21], but until her depart she was not sure about decision and she was “on the verge of feeling that it had been a mistake, but I remembered that I wasn’t a child anymore, and that now when I made up my mind about something I had to see it through.”[22] That the fact that Annie “defers the psychological splitting off from family”[23] also adds to the claim that Annie is not a typical hero of a Bildungsroman, because instead of venturing out into the future, Kincaid stresses Annie’s emotional indecisiveness.

There is also an interesting and provocative issue concerning Annie’s ultimate self-discovery: her “fresh start” is to be in England, the base of colonial power, where Annie would pursue a profession connected with the traditional gender roles which she wanted to escape. By going there, Annie submits to British influence even further, and by “crossing over”, she is, in a sense, retracing steps of her slave ancestors and returning to roots of colonial power in order to re-define herself. Some critics suggest that Annie John is “ultimately unable to channel her power as a mature, female West Indian woman living in colonial Antigua in a productive or positive manner”.[24] Instead, it seems that Annie is escaping (rather than facing) problems arising with her self-definition; she is ‘going back’ to the source of colonialism, still looking for her identity.

According to A. T. Iversen “particular novels can be seen as bildungsroman to a greater or lesser extent, not only as definitely in or out. (…) This means that the genre is not seen as discrete.”[25] Nonetheless, the genre of Bildungsroman is a European, specifically German tradition, strongly tied to the period of late eighteenth or early nineteenth-century notions of humanism and personality formation. Colonial discourse undertaken in Kincaid’s novel constitutes a new approach to the genre, since it changes the ideological foundations of the novel. The main theme is no longer assimilation to social structures, but the quest for identity in a troubled colonial society. Kincaid constructs the revisions of the traditional structure in several ways, and the female protagonist is not a typical independent hero, but rather “the hero of her own life”.[26]

Weronika Rusinowska
Coco Caribe ©


[1] Caton, Louis F., “Romantic Struggles: The Bildungsroman and Mother- Daughter Bonding in Jamaica Kincaid’s Annie John” MELUS 21.3 (1996), p.133. [3] See: Iversen, Anniken Telnes, “Towards a Polythetic Definition of the Bildungsroman: The Example of Paul Auster’s Moon Palace, Literatura 2007; Volume 49 (5), p. 71. [4] Ibidem. [5] Ibidem, p. 137. [6] Lazzaro-Weis, Carol , “The Female „Bildungsroman”: Calling It into Question”, NWSA Journal, Vol. 2, No. 1 (1990), p. 26. [7] Caton, Louis F., p. 137. [8] Kincaid, Jamaica, “Annie John”, Farrar, Straus and Giroux 1997, p. 4. [9] Caton, Louis F. “Romantic Struggles”, p. 126. [10] Ibidem.[11] Ibidem. [12] Kincaid, Jamaica, p. 130. [13] Caton, Louis F. “Romantic Struggles”, p.127. [14] Ibidem, p.  65. [15] Caton, Louis F. “Romantic Struggles”, p. 128. [16] Ibidem, p. 128. [17] Kincaid, Jamaica, “Annie John”, p. 107. [18] Ibidem, p. 27. [19] Ibidem, p. 28. [20] Kincaid, Jamaica, “Annie John”, p. 21. [21] Ibidem, p.134. [22] Ibidem, p.146. [23] Ibidem, p.138. [24] Ibidem, p. 73. [25] Iversen, Anniken Telnes, “Towards a Polythetic Definition (…), p. 73. [26] Caton, Louis F. “Romantic Struggles”, p. 137.


COCO KONTAKT

“Coco Caribe” ul. Bartoszka 5 lok 23, 00-710 Warszawa, biuro@cococaribe.pl

Imię
Email
Wiadomość

Yay! Message sent.
Error! Please validate your fields.