Tag: Cuba

cuba-carCzy zawsze myśleliście, że zabytkowe modele Chevroleta, Cadillaca czy Chryslera  można oglądać tylko w muzeum lub na zlotach pasjonatów? Te oldschoolowe samochody wciąż stanowią główny środek komunikacji w mieście kontrastów – Hawanie.
Pod panowaniem Flugencio Batisy (1940-44) Kuba stała się celem amerykańskich podróży, centrum rozrywki i niekończącej się zabawy. Po wybuchu rewolucji porzucone samochody przeszły w posiadanie Kubańczyków i służą im niezawodnie do dzisiaj. Żywe muzeum motoryzacji? Dla Kubańczyków to jednak jedyna szansa na posiadanie własnego pojazdu. Gdy Fidel Castro przejął władzę import nowych aut z USA został całkowicie zablokowany. Obecnie aby kupić samochód niezbędny jest list autoryzacyjny z podpisem wiceprezydenta Rady Ministrów, poprzedzony wieloletnim procesem weryfikacyjnym. Tylko osoby zasłużone dla partii mą pozwolić sobie na taki luksus.
Na Kubie działa też tak zwana cocotaxi, która wywołuje natychmiastowy uśmiech na twarzy każdego turysty.

coco+taxi

Aby poczuć ten niepowtarzalny klimat Hawany nie pozostaje nic innego jak wsiąść w samolot i rozpocząć niezwykłą podróż w czasie.

107763964_9f56d1b8c3_o

Katarzyna Kamińska
Zespół Coco Caribe ©

guantanameraReżyseria: Tomás Gutiérrez Alea i Juan Carlos Tabío.

Już pierwsze minuty filmu Guantanamera (1995) przenoszą widza w fascynujący kubański świat, gdzie pozytywna muzyka (guajira-son) wywołuje na ustach uśmiech, kobiety są pełne temperamentu, mężczyźni starają się utrzymywać silną pozycję, a słoneczny żar z nieporadną czułością otula codzienne życie mieszkańców tego kraju. „Kobieta z Guantánamo” (z hiszp.: Guantanamera) z pewnością nie zawiedzie nikogo, kto liczy na obraz intensywnych relacji międzyludzkich oraz wszechobecnej improwizacji.

Guantanamera rewelacyjnie przedstawia rzeczywistość codziennego życia lat 90. na Kubie. Główni bohaterowie filmu przemierzają samochodem całą wyspę, w celu przetransportowania ciała nieboszczki, z leżącego na południu kraju miasta Guantánamo do stolicy La Havana. Podróż pozwala widzowi przekrojowo zapoznać się z kubańską infrastrukturą, architekturą oraz panującą tam wówczas modą. Podczas pełnej emocji podróży, widz jest także świadkiem wielu abstrakcyjnych sytuacji, które porównać można do rzeczywistości rodem z okresu PRL-u. Rozgrywająca się w czasie całej wyprawy komedio-tragedia, obrazuje realia funkcjonowania w świecie kontrabandy, kluczowego znaczenia stosunków międzyludzkich oraz nieobecności nowoczesnej technologii. Film może wywołać nostalgię szczególnie u tych widzów, którzy kiedykolwiek przeszli hiszpańską trasę Camino de Santiago – w filmie przedstawiane są bowiem, tak jak w rzeczywistości pielgrzymujących, kolejne etapy podróży “od do” oraz trudności i nieprzewidziane sytuacje jakie można spotkać na swej drodze. Ponadto, pojawiający się na trasie ludzie otwierają bohaterom oczy na różne sprawy, a dotarcie do celu jest jednocześnie momentem zrozumienia, że już nic nie będzie takie, jak dawniej.

Film polecam szczególnie tym, którzy nie wiedzą, bądź już zapomnieli, jak to jest żyć bez luksusów, wszechobecnej klimatyzacji, produktów żywnościowych z całego świata czy jakiegokolwiek systemu działającego zgodnie z planem. Bardzo odważna produkcja, jak na warunki kubańskiego reżimu, Guantanamera może pomóc niejednemu z nas ponownie docenić to co mamy, redefiniować to, do czego dążymy czy też to, co w życiu uważamy za istotne.

 Monika Charytonowicz
Zespół Coco Caribe ©

 P1100162

Komu na sam dźwięk słowa „Karaiby” nie stają przed oczami smukłe palmy, domy o kolorowych fasadach i radosna muzyka? Taka jest w istocie karaibska kultura, w tym również kuchnia tego regionu. Za sprawą historycznych uwarunkowań odnaleźć w niej można wpływy z całego świata. Ta różnorodność wynika poniekąd z kilku tradycji kolonialnych – wystarczy zestawić ze sobą zwyczaje angielskie, francuskie i hiszpańskie. Oprócz wyraźnych akcentów europejskich (chociażby locrio, odmiana paelli w Republice Dominikańskiej), kuchnię karaibską definiują akcenty indiańskie, afrykańskie a nawet chińskie czy indyjskie (jak placki chapali z Trynidadu, faszerowane mięsem, owocami morza lub warzywami z curry). Z jednej strony jak najbardziej można mówić ogólnie o kuchni Karaibów, z drugiej – każda pojedyncza wysepka smakuje trochę inaczej i jej kuchnia nosi właściwe tylko sobie cechy. Nie można zapominać o wkładzie ludności tubylczej: Arawakowie wymyślili grill, zaś Karaibowie byli kanibalami, choć oczywiście w dzisiejszej kuchni karaibskiej nie ma już ludzkiego mięsa ; )

Kuchnia karaibska pełna jest przedziwnych dla europejskiego ucha nazw: chlebowiec, pochrzyn, taro, kasawa, flaszowiec miękkociernisty (lub łuskowaty), passiflora, tamaryndowiec indyjski – wszystko to są nazwy owoców i warzyw dostępnych u każdego sprzedawcy na targowisku, jak jabłka w polskim spożywczaku. Co ciekawe, owoce (ananas, banan, cytryna, papaja, mango) często zestawiane są z mięsem, i to w najmniej spodziewanych kombinacjach (np. banan z bekonem). Dzięki temu karaibska paleta barw obecna jest również na talerzu.

Nie brakuje również świeżych ryb, owoców morza (uważanych wciąż jednak za jedzenie dla zamożnych), drobiu podawanego często w towarzystwie mleczka kokosowego, czerwonego mięsa, ryżu z fasolą i smażonych bananów. Jedną z ważniejszych ról odgrywa tu bez wątpienia kokos, który zasłużył sobie na miano podstawy lokalnej kuchni już w XV wieku.

IMG_5248

Typowe karaibskie potrawy to: accras (rozdrobniona i smażona w głębokim oleju ryba), bluff (gulasz z ryby lub skorupiaków duszonych w winie i bulionie), lambi (sałatka ze stożków przyprawiona sokiem z limonki), crabes farcis (faszerowane kraby lądowe), colombo (korzenny gulasz z kurczaka lub koziego mięsa z kolendrą, kminkiem, gorczycą, imbirem i pieprzem), acras de morue (pikantne smażone frytki z mięsa dorsza na Antylach Francuskich), zupa rybna, christophene (tropikalna dynia). Na koniec posiłku klient zostanie poczęstowany w restauracji porcją digestif czyli lokalnego alkoholu.

Dla wielu alkohol i używki to główny towar eksportowy Karaibów. Już w latach 60-tych pisał V.S. Naipaul, że browar na Karaibach to oznaka postępu i  obietnica nowoczesności, a lokalne piwo jest źródłem wielkiej lokalnej dumy: Red Stripe na Jamajce, Parbo w Surinamie, Carib na Trynidadzie, Banks w Gujanie Brytyjskiej (V.S. Naipaul, „Podróż karaibska”, str. 168). Wizytówką o jeszcze większej sławie jest rum, wytwarzany tu od XVII wieku, kiedy plantatorzy trzciny cukrowej wydestylowali alkohol z melasy. Najlepszy rum pochodzi ponoć z Barbadosu, Jamajki, Gwadelupy i Martyniki. Oryginalnie zawartość alkoholu przekracza w nim 80% i dopiero przed rozlaniem do butelek jest rozcieńczany, by spełnić unijne normy. Tutejsi piją go bez dodatków, choć turyści uwielbiają wszelakie drinki na bazie rumu: Piña Colada, Cuba Libre, czy Daiquiri. Trzeba uważać przy nakładaniu na talerz sałatki owocowej – z dużym prawdopodobieństwem będzie ona zaprawiona rumem i winem musującym.

Z miejscowości Curaçao na Antylach Holenderskich pochodzi słynny likier o tej samej nazwie produkowany z suszonej na słońcu skórki małych pomarańcz. Z kolei w gospodarce Republiki Dominikańskiej ogromne znaczenie ma eksport cygar. Kraj ten wyprzedza pod tym względem Honduras i Kubę, eksportując do USA 140 milionów ręcznie zwijanych cygar rocznie.

Drinki na bazie rumu idą najlepiej w parze z cukrem trzcinowym, uprawianym dziś na Barbados, Jamajce i w Trynidadzie. Sprowadzony na tę półkulę najpierw eksperymentalnie, przez Krzysztofa Kolumba, a następnie przez holenderskich plantatorów z Brazylii w XVII wieku, zyskał na znaczeniu dzięki panującej akurat w Europie modzie na picie czekolady i kawy. Trzcina nie wytrzymała jednak konkurencji ze strony buraka cukrowego, którego uprawa była prostsza i wspierana przez Francuzów. Dzisiejsze plantacje są więc jedynie namiastką tych dawnych, przynajmniej jeżeli chodzi o powierzchnię.

Poniżej kilka przykładów, jak różnią się między sobą kuchnie poszczególnych karaibskich wysp:

Na Gwadelupie i Martynice szczególnie wyraźnie rozwinęła się kuchnia kreolska. Prosta, pożywna i zdominowana przez potrawy jednogarnkowe, łączy elementy francuskie i afrykańskie z karaibskimi składnikami.

 Antyle Holenderskie : tradycyjne potrawy to erwtensoep (grochówka z wkładką mięsną), bami (makaron z warzywami i mięsem), saté (mięso z rożna w sosie orzechowym) czy kabritu (duszona koźlina). Bardziej oryginalnym daniem będzie yuana (duszona iguana) i sopi yuana (zupa z iguany).

 Grenada: nie bez przyczyny zwana Spice Island, słynie z uprawy gałki muszkatołowej (drugie miejsce na globalnej liście producentów), imbiru, cynamonu, goździków. Według pewnej legendy pewien lekarz doprawił kiedyś rum startą gałką muszkatołową. Ponieważ napój zasmakował pacjentom, rozpowszechniło się wraz z nim stosowanie samej przyprawy. Dziś w lokalnych restauracjach, obok pieprzu i soli, stoi zawsze również miseczka ze startą gałką muszkatołową. Tam, gdzie uprawia się przyprawy, pije się również wino pieprzowe, czyli doprawione m.in. pieprzem.

Narodowa potrawa oil-down nawiązuje nazwą do zasady, że pod koniec jej gotowania olej  mleka kokosowego ma pozostać na dnie garnka. Na górze są natomiast owoce drzewa chlebowego, taro, cebula, marchewka, seler i solone mięso.

 Jamajka: odnajdziemy  tu elementy kultury czarnych niewolników z Afryki. Według przekazów, najsłynniejszą lokalną potrawę jerk chicken wymyślili XVII-wieczni zbiegli niewolnicy, którzy aby przeżyć, polowali w lasach na dziki, marynowali ich mięso w aromatycznej korzennej zalewie o konserwujących właściwościach, a następnie gotowali je w zagłębieniach ziemnych. W dzisiejszych czasach, jak sama nazwa wskazuje, danie powstaje z drobiu (ewentualnie wieprzowiny) i jest opiekane na wolnym ogniu, na ruszcie węglowym z użyciem drewna korzennika lekarskiego. Do marynaty dodaje się pieprz, cynamon, ziele angielskie i gałkę muszkatołową. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż sosy jako dodatek do mięs, to niezwykle ważny element karaibskiej kuchni. Już setki lat temu Indianie przygotowywali marynaty na bazie papryczek chili.

Kuba: na kubańskim stole lądują często faszerowane kraby i inne owoce morza, smażone banany, fasola, bataty, maniok, czy pieczone prosię. Wołowina uchodzi za pożywienie biednych – i co ciekawe, a wręcz szokujące – każdy ubój jest ewidencjonowany, a niezgłoszenie go grozi pozbawieniem wolności. Ważną rolę odgrywa również ryż, co ma korzenie w XIX wieku, kiedy przywieźli go tu ze sobą robotnicy z Chin i Indii.

Kubańczycy, podobnie jak pozostałe narody Karaibów, lubią niespiesznie celebrować posiłki, które są ważnym elementem ich kultury, a w gotowaniu nierzadko udział bierze cała rodzina. Z drugiej strony jednak dużą popularnością cieszy się jedzenie uliczne, zwłaszcza owoce morza i ryby czy grillowane mięso. Swoimi prawami rządzi się również kuchnia karnawałowa, jednak to już jest temat na cały oddzielny artykuł…

Karolina Bardecka
Zespół Coco Caribe ©

 Źródła:
1.  „Karaiby”, National Geographic, wydanie 2.

2. V.S. Naipaul, „Podróż karaibska”, wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2005.

3. R. Grant, „Taste of the Caribbean”, 2010.

4. “Podróże kulinarne. Kuchnia karaibska”, wyd. New Media Concept, 2008

Suite Habana (Trailer)
Suite_HabanaA documentary movie „Suite Habana” from 2003 directed by Fernand Perezo is an extraordinary, animated calendar’s page out of Havana’s inhabitants’ life. The story is opened and closed by the view of the Havana’s lighthouse and John Lennon’s Park before the dawn and after the sunset. This work presents 24 hours of the Cuban capital city and one day of Havana’s residents, who are at the same time ordinary and exceptional.

The film characters’ age range – from a 10-year-old boy with Down Syndrome up to an old woman at the age of 97 years. Their various activities allow to get to know the particular cross section of Havana’s society and to watch a peculiar reportage to many Havaneses’ stories, a mini-narrative bordering a documentary and fiction, while Havana is just a set of untold stories. However, there are not stories based on dialogues or on interviews.

The director is painting a moving image interpenetrating with the music, the rhythm, sounds of the street, machines, people, voices, noise, various songs’ melodies, concerts and ballets. One won’t find the film a midpoint, plot twists, tension-building. On the contrary, there is a multitude of threads, and similarly to the Greek Tragedy, the unity of place, action and time is preserved. Or maybe the main plot is rather the daily life and what is hiding behind it – the other side of the mirror?

One of the major director’s assumptions was also the spontaneity in acting, as a result, the dialogues aren’t significant. It is music, rhythm and voices that are leading the dialog with inhabitants and spectators. Their role is to emphasize the images and complement the stories. Moreover, they create the background in the film and the urban symphony. The rhythm and the music in the film are a part of the city’s and inhabitants’ life. They just give a set pace to the daily routine – to life, work, rest and meals.

Each scene, that show simple everyday activities, is somehow cherished and one can consider that the film constitute a specific ode to Havana’s dailiness comparable to the Bruegel’s work „Landscape with the Fall of Icarus”. In the background of the painting, we can notice Icarus, who is sinking in the ocean abyss, and hasn’t achieved his hectic aims. It is in the foreground that we see people working hard, occupied with the tasks which they are given by the fate. By that means, the painter pays homage to ordinary people, who carry out their work in reliable an honest way, standing their fate for.

In the film, everything takes place during one day – from the dawn till the next sunshine. Time flows slowly in a rhythmic and a little melancholic way but the perception of time is quite different, especially to an European. When I was in Havana, the time seemed to be different, just like everything was to appear in an undefined moment. The insecurity about each minute and the lack of feeling that one is the master of his own destiny, result in the fact that characters do not chase the time but they undergo the pace of the city – breakfast in the morning, work, dinner, continuation of work, return, shower, communing with the art and nightshift work.

However, the film also shows the duality of Havana, a city full of contrasts and contradictions. On one side, Havana’s habitants’ everyday life and ordinary activities such as meals, working on a building site or on a conveyor belt, school, doctor’s work, garbage export, street mending; on the other, a doctor who is dreaming of an acting career and is working as a clown in the afternoons, a street mending laborer playing at the concerts in the evenings, an ordinary employee dressing up as a woman and performing live.

Moreover, at the end of the film, the dreams of each character are shown, but they aren’t uttered, they are rather presented in an area of thoughts — in the film, they appear in balloons as if the protagonists weren’t able to say them aloud. The second example of the duality of Havana is the contrast between a futuristic vision of the city, which fulfills a great deal of many postulates from Marinetti’s futuristic manifesto, where the whirr of machines, cars and of utensils, constant passerby traffic, the noise, industrial city, young characters and their future (the Cuban one perhaps called into question) reach the foreground, and the vision of a cordial image, that consists of nostalgia for the past, the beauty of architecture marked by their history and the photos of their relatives — a special family album. Furthermore, the family ties are emphasized, the parental care for children, and also children taking care of elder parents combined with giving oneself over the cultural pleasures, like various kind of music, performative arts and the unity in the communion of culture.

„Suite Habana” is a set of different frames of Havana for both the spectator point of view and characters’ perspective. The receiver has the freedom to conceive and interpret. The characters are relatively anonymous, only their age and names are given, and at the end, their dreams are revealed. The spectator is watching the characters as if he were on the street and as if he was following them, without asking any questions. By this means, the characters are a little bit absent and elusive.

John Lennon, standing in the Lennon’s Park, is observing everything. Havana is a city of many stories, somewhat incomplete, maybe incomprehensible, in which the music, rhythm, noise and a kind of a mystery interpenetrate with the ordinary dailiness and the prose of life. Or maybe the daily routine allows to partly forget about the lack of hope and the emptiness that one should fulfill somehow. Who was in Havana surely knows that the rhythm of this city is absolutely addictive and it constitutes an extraordinary spacio-temporal journey. Havana’s inhabitants are a bit like „Suite Habana”‚s characters, being active in their everyday life, functioning in their own rhythm, they simultaneously undergo the unusual pace of the city.

Alexa De Coco
Coco Caribe ©

COCO KONTAKT

“Coco Caribe” ul. Bartoszka 5 lok 23, 00-710 Warszawa, biuro@cococaribe.pl

Imię
Email
Wiadomość

Yay! Message sent.
Error! Please validate your fields.